środa, 31 grudnia 2025

Bajka o chłopcu z latarenką

W niewielkim miasteczku, gdzie zimą dachy otulał miękki, biały puch, a latem z otwartych okien unosił się słodki zapach jaśminu, mieszkał chłopiec o imieniu Emil. Był cichy i skromny, a jego największym skarbem — stara, drewniana latarenka po dziadku. Nie świeciła mocno; roztaczała jedynie łagodny, złocisty blask, jakby w środku drżała jedna, nieśmiała gwiazdka, która jeszcze nie odważyła się zaświecić pełnią światła.

Często o zmierzchu Emil wychodził na skraj miasteczka, tam, gdzie zaczynał się las — gęsty i milczący. Mieszkańcy powtarzali, że po zachodzie słońca lepiej w te strony nie zaglądać: ścieżki plątały się jak wstążki, a cienie zdawały się mieć własną wolę. Pewnego wieczoru chłopiec usłyszał jednak cichy, urywany płacz dobiegający spomiędzy drzew. Dźwięk był delikatny i kruchy, jakby ktoś wołał o pomoc szeptem.

Serce podpowiedziało mu, by pójść dalej.

Im głębiej wchodził w las, tym gęstszy stawał się mrok. Gałęzie szeleściły nad głową, jak gdyby naradzały się w tajemnicy, a wiatr niósł ze sobą smutną, przeciągłą pieśń. Latarenka drżała w dłoni Emila, lecz wciąż płonęła, wiernie i uparcie. Wreszcie, na niewielkiej polanie, chłopiec dostrzegł dziewczynkę w białej sukience. Siedziała na kamieniu, nieruchoma, blada jak księżyc w zimową noc, i wyglądała tak, jakby ktoś na długo odebrał jej uśmiech.

— Dlaczego płaczesz? — zapytał cicho.

— Zgubiłam drogę do domu — wyszeptała. — A gdy zapada noc, nikt mnie nie dostrzega. Jakbym nie istniała.

Emil uniósł latarenkę, a złoty krąg światła otulił ich dwoje.

— Pójdziemy razem — powiedział łagodnie. — Moje światło jest niewielkie, lecz wystarczy, jeśli będziemy blisko siebie.

Ruszyli w drogę.

Ścieżka wiła się wśród ciemności. Chłodne cienie kładły się im pod nogi, a noc osiadała na świecie niczym ciężki, aksamitny płaszcz. Mimo to latarenka świeciła nieprzerwanie — ciepło, cicho, z wytrwałą cierpliwością. Z każdym krokiem jej blask jakby nabierał mocy, karmiony odwagą i dobrocią chłopca, który ani na chwilę nie wypuszczał jej z dłoni.

Po długiej wędrówce pierwszy, nieśmiały promień świtu przeciął granat nieba. Drzewa rozstąpiły się, odsłaniając stary, zapomniany dom. W jednym z okien migotało jasne, poranne światło, jakby ktoś właśnie zapalał w nim wspomnienie dawnych dni.

Dziewczynka po raz pierwszy się uśmiechnęła.

— Dziękuję — szepnęła. — Nigdy nie lękałam się nocy… bałam się tylko samotności.

W tej samej chwili jej postać zamigotała, jak odbicie gwiazdy w spokojnej wodzie. Po chwili zniknęła, a nad domem rozbłysła jasna, srebrzysta gwiazda — piękna i czysta. Emil zrozumiał wtedy, że odprowadził do domu nie zagubione dziecko, lecz dawną opiekunkę tego miejsca: dobrą, wierną duszę, która przez lata czuwała nad progiem domu.

Chłopiec wrócił do miasteczka z latarenką w dłoni. Od tamtej nocy jej światło już nigdy nie zgasło, a każdy, kto mijał Emila na ulicy, miał wrażenie, że w jego spojrzeniu mieszka spokojna, cicha dobroć.

I aż do końca swoich dni nosił w sercu prostą prawdę:

małe światło w dobrym sercu potrafi rozjaśnić nawet najciemniejszą drogę.

sobota, 27 grudnia 2025

Kraina pluszowych marzeń – kolorowanki

Pewnego cichego wieczoru, gdy nad światem unosił się zapach ciepłego kakao i wanilii, w zaczarowanej krainie pluszaków wydarzyło się coś niezwykłego. Z półek dziecięcych pokoi i miękkich koszyków wyszły na spotkanie światu ukochane maskotki – nie takie zwyczajne, lecz pełne łagodnej magii. Były tam puchate misie o dobrych oczach, koale o figlarnych uśmiechach, radosne owieczki, ciekawskie kapibary oraz dinozaury, które pamiętały dawne opowieści o przyjaźni.

Każdy pluszak nosił w sobie własne marzenie. Miś w eleganckiej kokardce pragnął wyruszyć w podróż po zaczarowanej łące, owieczka tuląca serduszko czekała na ciepło czyjejś dłoni, a mały koala śnił o słonecznym pikniku wśród kwiatów i motyli. Kapibary szeptały historie o spokojnych popołudniach nad jeziorem, a miękki dinozaur marzył, by ktoś podarował mu barwy radości – od pastelowych błękitów, przez złociste żółcie, aż po soczystą zieleń dziecięcej wyobraźni.

Wokół nich wiatr poruszał liśćmi, gwiazdy mrugały cicho na niebie, a chmurki i tęcze zdawały się tańczyć w rytmie spokojnych snów. Jednak kraina pluszaków wciąż czekała na magię koloru — na dotyk ręki, która tchnie w nią życie, ciepło i bajkowe światło.

Weź do ręki kredki, pastele lub flamastry i pozwól, by Twoja wyobraźnia poprowadziła Cię przez ten miękki, serdeczny świat przyjaźni.

Te pluszowe stworzenia czekają właśnie na Ciebie — bo tylko Ty możesz sprawić, że ich opowieść rozbłyśnie barwami marzeń.






środa, 24 grudnia 2025

Gdy choinka mruga światełkami – świąteczne życzenia dla dzieci


W tę cichą, gwiaździstą noc,
gdy choinka mruga światełkami,
niech spełnią się dziecięce marzenia –
te małe, wielkie i zupełnie zaczarowane.
Niech Święta przyniosą Wam śmiech, ciepło i dobro,
które zostanie z Wami na cały rok.

Niech pod choinką czeka nie tylko prezent,
ale też radość, przytulenie i wspólny czas.
Niech serduszka będą pełne miłości,
a każdy dzień Nowego Roku – kolorowy jak bombki na choince.

Kochane Dzieci,
niech Święta Bożego Narodzenia będą jak bajka:
z dobrym początkiem, piękną przygodą
i szczęśliwym zakończeniem.
Niech Wasze marzenia rosną szybciej niż śnieżne płatki,
a uśmiech nigdy nie znika z twarzy.
 

wtorek, 23 grudnia 2025

Świąteczna noc cudów – kolorowanki

Gdy zapadła cicha, zimowa noc, a świat przykrył się miękkim puchem śniegu, nad małą stajenką rozbłysła jasna gwiazda. Jej światło było tak ciepłe, że nawet mróz na chwilę zapomniał o swojej sile. W tej niezwykłej chwili wydarzył się cud – narodziła się opowieść pełna spokoju, dobra i nadziei.

W stajence cicho oddychali Maryja i Józef, a obok nich leżało maleńkie Dzieciątko. Zwierzęta spoglądały z zaciekawieniem, aniołowie czuwali wysoko nad dachem, a noc wypełniała się delikatną muzyką świąt. Cały świat jakby na moment zwolnił, zatrzymując się w tej jednej, wyjątkowej chwili.

Jednak ta historia czeka na coś jeszcze – na kolory. Na złoto gwiazdy, ciepłe brązy drewna, miękką biel śniegu i spokojne błękity zimowego nieba. Bez nich świąteczna opowieść jest jak szept, który dopiero czeka, by stać się pełną melodią.

Sięgnij po kredki, flamastry lub farby i pozwól, by Twoja wyobraźnia ożywiła tę noc. Każda barwa doda stajence ciepła, każda kreska sprawi, że świąteczny cud stanie się jeszcze bliższy.

Te kolorowanki są zaproszeniem do wspólnego, spokojnego tworzenia – do chwili wyciszenia, rozmów i bycia razem.
Bo magia świąt zaczyna się wtedy, gdy nadajemy jej kolory.






niedziela, 21 grudnia 2025

Bajka o świetliku i prezentach, które nie były najważniejsze

Płatki śniegu przyklejały się do szyb tramwaju jak krótkie myśli, które pojawiają się i znikają, zanim zdążymy je zatrzymać. Hania liczyła przystanki, rysując palcem niewidzialne kółka na zaparowanym szkle. W jej plecaku szeleściła kartka — lista świątecznych życzeń, składana i rozkładana tak wiele razy, że bardziej przypominała mapę niż marzenie. Miasto błyszczało reklamami i lampkami, jakby próbowało powiedzieć: tu znajdziesz wszystko.

A jednak Hania czuła, że to „wszystko” jest jakieś puste.

— Co chciałabyś dostać pod choinkę? — zapytała koleżanka w szkole, nie podnosząc wzroku znad telefonu.

— Jeszcze nie wiem — odpowiedziała Hania zgodnie z prawdą, choć w plecaku miała całą listę odpowiedzi.

Im bliżej było świąt, tym głośniejsze stawały się rozmowy o prezentach. Dorośli porównywali ceny, dzieci — wielkość pudełek. Nawet radio brzmiało tak, jakby śpiewało szybciej i głośniej niż zwykle. Hania miała wrażenie, że świat włożył za ciasną czapkę, która bardzo go uwiera.

Tego popołudnia, wracając z biblioteki, Hania zauważyła pod ławką drobny błysk. Nie był ostry ani krzykliwy — raczej ciepły, jak światło nocnej lampki. Dziewczynka uklękła i przyjrzała mu się uważnie.

— Hej… jesteś prawdziwy? — zapytała szeptem.

— Tak samo jak ty — odpowiedział cichutki głos. — Tylko trochę mniejszy.

To był świetlik. Nie taki z łąki ani z bajki o lesie, lecz miejski — przyzwyczajony do chodników, ławek i ulicznych latarni.

— Zgubiłem drogę — westchnął smutno. — Wszędzie jest tyle świateł, że trudno znaleźć to jedno, które prowadzi do domu.

Hania ostrożnie wzięła go w dłonie, uważając, by go nie spłoszyć.

— Możesz zostać ze mną — powiedziała ciepło. — Przynajmniej dopóki nie odnajdziesz swojej drogi.

Świetlik rozbłysnął jaśniej.

— Lubię, gdy ktoś mówi „zostań”.

Od tej chwili towarzyszył jej codziennie. Dziewczynka zauważyła, że w niektórych miejscach jego blask przygasał  tak było w centrum handlowym.

— Tu jest za dużo „chcę” — mruczał zmęczony.

Na przystanku tramwajowym jaśniał, gdy Hania ustępowała miejsca starszej pani.

— O, widzisz? — mówił wtedy. — Teraz świecę naprawdę.

W domu rozświetlał się najmocniej. Gdy mama odkładała telefon i pytała:

— Jak minął ci dzień?

Albo gdy tata przysiadał na brzegu łóżka i opowiadał historie z dzieciństwa.

— Światło lubi uwagę — powiedział pewnego wieczoru świetlik. — Bez niej nawet najjaśniejsze lampki przestają świecić.

Nadeszła Wigilia i wtedy wydarzyło się coś niespodziewanego: wszystko zgasło. Lampki na choince zamilkły, ekrany pociemniały, a w mieszkaniu zapadła cisza tak głęboka, że słychać było własne myśli.

— I co teraz? — zapytała mama.

— Teraz będziemy razem — odpowiedziała Hania i wyjęła świetlika z kieszeni.

Jego światło było niewielkie, lecz wystarczyło, by zobaczyć uśmiechy. Zapalono świece. Opłatek połamał się trochę krzywo. Ktoś się zaśmiał, ktoś inny opowiedział historię. Czas przestał się spieszyć.

Prezenty były skromne. Książka z dedykacją. Szalik robiony wieczorami na drutach. Rysunek w kopercie. Hania poczuła, że jej lista życzeń przestała być potrzebna.

Po kolacji świetlik zamigotał.

— Już wiem, gdzie jest moje miejsce — powiedział łagodnie.

— Gdzie? — zapytała Hania.

— Tam, gdzie ludzie patrzą na siebie, a nie na pudełka z prezentami.

I zniknął, jakby rozpłynął się w płomieniu świecy.

Od tamtej Wigilii Hania wiedziała, że prezenty potrafią cieszyć, ale nie są sercem świąt. Najważniejsze rzeczy nie mają metek ani cen — są czasem, rozmową i bliskością. I świecą najdłużej, nawet gdy wszystkie lampki już dawno zgasną.

Prezenty mogą być piękne, lecz prawdziwym darem świąt jest uważna obecność i bycie razem.

piątek, 19 grudnia 2025

Piernikowa kraina świąt – kolorowanki

Pewnej mroźnej nocy, gdy zapach cynamonu i miodu unosił się w powietrzu, w świątecznej krainie wydarzył się prawdziwy cud. Z piekarników wyszły pierniki – nie byle jakie, lecz zaczarowane. Były tam uśmiechnięte piernikowe ludziki, wesołe renifery, dzwoneczki z lukrowymi wzorami i domki, w których zawsze panowało ciepło i radość.

Każdy piernik miał swoją historię. Renifer z miękkim szalikiem marzył o zimowej podróży, dzwoneczek chciał zadzwonić najpiękniej na świecie, a piernikowe postacie czekały, aż ktoś podaruje im barwy – od ciepłych brązów, przez świąteczną czerwień, aż po błyszczącą biel lukru.

Śnieg delikatnie tańczył wokół nich, gwiazdy mrugały z nieba, a cukrowe ozdoby lśniły w świetle świątecznej magii. Jednak bez kolorów ta kraina była jeszcze niepełna.

Chwyć kredki, flamastry lub farby i pozwól wyobraźni poprowadzić Cię przez piernikowy świat.

Te świąteczne pierniki czekają właśnie na Ciebie – bo tylko Ty możesz sprawić, że ich historia nabierze kolorów.






środa, 17 grudnia 2025

Bajka o Kieszonkowych Rozśmieszakach

Tuż za zakrętem zwyczajnej uliczki, tam gdzie stare lipy szumiały jak opiekunki tajemnic, mieszkał chłopiec o imieniu Miko. Miko miał oczy ciekawskie jak dwa błyszczące guziki i serce, które czasem się plątało od zmartwień — zwłaszcza wtedy, gdy poranek zapowiadał się na szary i zbyt cichy.

Pewnego dnia, zanim jeszcze zdążył poprawić plecak, poczuł, że coś delikatnie szturcha go pod żebrem. Spojrzał na swoją kieszeń i zauważył lekkie, jakby figlarne poruszenie materiału.

Zaintrygowany sięgnął do środka i jego palce trafiły na coś mięciutkiego, cieplutkiego, a przy tym drżącego od tłumionego chichotu. Wyjął przedziwne maleństwo wielkości włochatej mandarynki — stworek miał futerko w kolorach tęczy po deszczu, okrągłe oczka jak dwie świecące kropelki i maleńki kołnierzyk naszyty z migoczących nitek.

– Hej! – zapiszczała istotka, robiąc salto, jakby to było najprostsze powitanie świata. – Jestem Rozśmieszak! Kieszonkowy! Do usług! Zamieszkuję u dzieci, które potrzebują śmiechu tak bardzo, jak kwiaty potrzebują słońca.

Miko otworzył szeroko oczy.

– Potrafisz mnie rozśmieszyć… tak po prostu?

– Ależ oczywiście! – Rozśmieszak wypiął pierś, która wyglądała jak puszek dmuchawca. – Śmiech to najszybsza magia na świecie!

Po czym zaczął wyginać się w najdziwniejsze kształty, jakby był stworzony z gumowej tęczy, a jego miny były tak cudaczne, że Miko parsknął śmiechem – najpierw ostrożnie, potem coraz głośniej. Z każdym chichotem stworek rósł o maleńki milimetr, jakby śmiech był jego ukochanym przysmakiem.

To jednak dopiero początek zaczarowanej przyjaźni.

Nazajutrz, w szkolnym korytarzu, Miko zobaczył Zuzię siedzącą samotnie na ławce. Jej ramiona zwisały jak smutne gałązki, a oczy miały kolor pochmurnego nieba.

Rozśmieszak aż drgnął w kieszeni.

– Oho! Ktoś potrzebuje odrobiny kieszonkowej radości.

Miko usiadł obok Zuzi.

– Chcesz zobaczyć coś niesamowitego? – zapytał cicho.

Z kieszeni wyskoczył Rozśmieszak, zrobił przewrót w powietrzu, a potem kichnął… a z tej kichawki uleciał miniaturowy obłoczek w kształcie malinowej chmurki. Zuzia uniosła brwi, a potem wybuchnęła śmiechem tak dźwięcznym, że echo na schodach zaczęło rechotać razem z nią.

Od tamtej pory Miko zauważył, że Rozśmieszaków jest więcej: drobne, pstre, jedne z ogonkami zakręconymi jak świderki, inne z czapeczkami jak krople farby. Każdy z nich miał swój ukochany zakamarek – kieszeń, rękaw, kaptur czy piórnik – i swój własny sposób na rozjaśnianie smutków.

Pewnego wieczoru, zanim zasnął, Miko zapytał szeptem:

– A co, jeśli któregoś dnia nie będę już potrzebował tyle śmiechu? Jeśli smutek nie będzie się do mnie przyczepiał?

Rozśmieszak usiadł mu na dłoni i spojrzał z mądrą łagodnością.

– Wtedy będę najdumniejszy pod słońcem. Bo nie istniejemy po to, by być niezastąpionymi. Jesteśmy po to, by przypominać, że radość mieszka nie tylko w kieszeni… ale przede wszystkim w sercu.

Miko uśmiechnął się, a jego uśmiech miał w sobie nowe światło — takie, które nie gasło wraz z zachodem słońca.

I tak każdego dnia, gdzieś między szkolnymi zeszytami a zapachem świeżych kanapek, Rozśmieszaki czuwają. Śpią cichutko, dopóki ktoś nie będzie potrzebował ich magicznego chichotu. A gdy nadejdzie trudny moment, wystarczy wsunąć rękę do kieszeni…

i pozwolić, by magia śmiechu zaczęła działać.

poniedziałek, 15 grudnia 2025

Świąteczna kraina choinek – kolorowanki

Pewnego zimowego wieczoru, gdy śnieg cicho skrzypiał pod butami, w magicznej krainie wyrosły niezwykłe choinki. Każda z nich była inna – jedna miała gałązki jak miękkie chmurki, inna dumnie nosiła błyszczące ozdoby i lampki, które mrugały niczym gwiazdy na niebie.

Na czubkach choinek lśniły gwiazdy, a między gałązkami ukryły się bombki, cukrowe laski i małe sekrety czekające na odkrycie. Śnieg otulał wszystko spokojem, a zimowe niebo szeptało świąteczne opowieści.

Te choinki marzą tylko o jednym – aby ktoś tchnął w nie kolory. Może zielone jak las, złote jak gwiazdy, a może zupełnie zaczarowane, jak z bajki?

Chwyć kredki, flamastry lub farby i spraw, by ta świąteczna kraina ożyła.

Każda choinka czeka właśnie na Ciebie i Twoją wyobraźnię!






piątek, 12 grudnia 2025

Bajka terapeutyczna: Nocne światełko w mieście

W samym sercu dużego miasta, gdzie tramwaje brzęczały jak wielkie metalowe owady, a okna wieżowców mrugały światłem jak gwiazdy, mieszkał chłopiec o imieniu Tomek.

Tomek uwielbiał dzień — gwar placu zabaw, kolory ulic, zapach świeżego pieczywa z piekarni na rogu. Ale gdy zapadała noc, w jego pokoju rozlewał się mrok, a lęk przychodził nieproszony, cichy, jakby chodził na palcach.

Ciemność w mieście była inna niż ta na obrazkach z książek. Była pełna szumów, odbić, cieni i tych dziwnych chwil, kiedy coś poruszyło się za oknem, choć to przecież tylko drzewo.

Pewnej jesiennej nocy, kiedy deszcz bębnił o parapet jak grająca orkiestra, Tomek nagle się obudził. Wydawało mu się, że kątem oka zobaczył cień, który… poruszył się sam. Przecierał oczy raz, drugi, trzeci — a cień zamiast zniknąć, powoli nabierał kształtu.

Aż w końcu z ciemnego rogu pokoju wysunęło się stworzonko, podobne do pluszaka i całkiem… przyjazne.

— Hej, nie bój się. Jestem Mroczek — powiedziało miękkim, niskim głosem.

— Przyszedłem, bo chyba potrzebujesz trochę nocnej odwagi.

Tomek zamarł.

Stworzonko było zrobione z… cienia? Ale miało jasną, uśmiechniętą buzię, jakby ktoś namalował ją światłem.

— Nie wiedziałem, że cienie mówią — wydusił chłopiec.

— Zwykle nie muszą — Mroczek wzruszył ramionami. — Ale kiedy dziecko zaczyna myśleć, że ciemność jest groźna, to znaczy, że czas się przedstawić.

Mroczek wskoczył na parapet i spojrzał przez okno na rozświetlone miasto.

— Zobacz, Tomek — powiedział. — Ciemność nie po to przychodzi, by coś zabierać. Ona tylko… zmienia świat.

Za dnia widzisz tramwaje, ludzi, kolorowe reklamy. A nocą? Każdy dźwięk staje się spokojniejszy, każde światło jaśniejsze. Cienie tylko pokazują to, czego wcześniej nie zauważałeś.

Tomek podszedł do okna i spojrzał na ulicę.

— Ale czasem wydaje mi się, że coś jest w ciemności.

— Bo ciemność to miejsce, gdzie wyobraźnia ma więcej przestrzeni — wyjaśnił Mroczek. — A wyobraźnia czasem lubi przesadzać.

Dlatego jestem ja — żeby przypominać, że cienie nie mają złych zamiarów. One są jak nocne wersje rzeczy, które już znasz.

— Chodź, coś ci pokażę — zaproponował Mroczek.

Wyjął z własnego cienia małe okulary. Były przezroczyste, lecz gdy Tomek je założył, zobaczył świat inaczej — jakby noc miała własne barwy.

W kącie pokoju, zamiast „strasznego” cienia szafy, zobaczył cieplutki odblask lampki nocnej.

Pod biurkiem, gdzie wydawało mu się, że „coś leży”, zobaczył jedynie zapomnianą piłkę.

A ciemny sufit, który zawsze wyglądał jak wielka pustka, nagle przemienił się w spokojne, granatowe niebo.

— Widzisz? — Mroczek uśmiechnął się szeroko. — Ciemność nie jest przeciwko tobie. Po prostu potrzebujesz innego sposobu patrzenia.

Tomek ściągnął okulary, zdziwiony.

— Ale co jeśli znów się przestraszę?

— Wtedy zamknij oczy, zrób trzy głębokie wdechy… i pomyśl o mnie — powiedział Mroczek, kładąc rękę na jego ramieniu. — Jestem blisko, nawet jeśli mnie nie widzisz. Cienie są częścią twojego świata, ale nie one rządzą twoją odwagą.

Gdy zegar wybił północ, Mroczek zaczął powoli blednąć.

— Muszę iść — szepnął. — Dzieci w innych domach też potrzebują przypomnienia, że noc jest bezpieczna.

Tomek poczuł lekkie ukłucie smutku.

— Wrócisz?

— Zawsze, kiedy będziesz mnie potrzebować — odpowiedział Mroczek. — A nawet kiedy nie wrócę w cieniu, wrócę w twojej odwadze.

Bo ona świeci… nawet kiedy światła są zgaszone.

Stworzonko rozpłynęło się w ciemności, cichutko jak zamykające się drzwi.

Od tamtej nocy…

Ciemność nadal była ciemna. Miasto nadal szumiało, skrzypiało i mrugało neonami. Ale chłopiec czuł, że coś jest inaczej. Nie bał się już tego, czego nie widzi — bo wiedział, że każda noc ma w sobie ciepło, jeśli pozwoli się jej mówić własnym, spokojnym głosem. A gdy czasem drżał — brał głęboki oddech. I w tym oddechu naprawdę czuł, że Mroczek gdzieś tam jest.

środa, 10 grudnia 2025

Zimowa kraina rysunków - kolorowanki

Pewnego zimowego poranka świat obudził się cały biały. Śnieg mięciutko przykrył domek, drzewa i ścieżki. W tej krainie mieszkał wesoły bałwanek w czapce, który każdego dnia machał patykowymi rączkami do dzieci. 

Niedaleko, na zamarzniętym stawie, ślizgał się wesoły pingwinek w ciepłym szaliku. Kręcił piruety, aż iskierki lodu migały w powietrzu!

W lesie pod choinką siedział mały reniferek z piękną kokardą przy prezencie. Czekał na kogoś, kto pokoloruje jego świat najpiękniejszymi barwami.

A przy domku dzieci lepiły bałwana, śmiały się i łapały płatki śniegu na rękawiczki. Zima była pełna radości, zabawy i… magicznych kolorów, które czekały tylko na Ciebie!

Chwyć kredki i stwórz własną zimową opowieść!