środa, 29 kwietnia 2026

Troskliwy budzik

TROSKLIWY BUDZIK

Dzwonił budzik śmiesznie skacząc:

Wstawaj śpiochu! Dzień czas zacząć!

Nie przestanę dzwonić głośno,

ja się wykazuję troską!

Gdy nie wstajesz na wołanie,

nie masz czasu na śniadanie!

W biegu zawsze się ubierasz,

śmiesznie nogami przebierasz!

Pośpiech to kiepski towarzysz,

może w końcu to rozważysz!

Gdy usłyszysz budzik z rana,

wstawaj więc bez ociągania!

Mam dla Ciebie jeszcze radę,

zanim wpadnę pod szufladę:

Nowy dzień to przygoda,

a pobudka to nagroda! 

środa, 22 kwietnia 2026

Pytalski pytajnik

PYTALSKI PYTAJNIK

Znaki interpunkcyjne miały dość pytajnika, 

ten nic nie robił, tylko się pytał! 

Dręczył wszystkich od samego rana: 

Dlaczego mnie nie ma na końcu każdego zdania? 

Kropka słuchać go już nie chciała, 

więc na końcu wielokropka się schowała... 

Przecinek i średnik też go unikały, 

gdzie tylko mogły to się ukrywały. 

Tylko wykrzyknik wykrzyczał bez wahania: 

A KTO CHCIAŁBY ZADAWAĆ TYLKO PYTANIA!!!

sobota, 11 kwietnia 2026

Obiadek

OBIADEK 

Dziś na obiad, mniam, pyszności,

zupa krem z rozmaitości:

dwie marchewki, trzy ziemniaki,

pół cebuli, dwa buraki!

Wszystko pięknie połączone 

i koperkiem oprószone!

Oprócz zupy, drugie danie,

będzie dzisiaj podawane!

Są ziemniaki gotowane,

pysznym sosem polewane!

Do ziemniaczków mięsko będzie,

jego zapach czuć już wszędzie!

Mięso piekło się w warzywach,

mnóstwo smaku w nim się skrywa!

By obiadek stał się zdrowy,

dorzuć bukiet kolorowy:

z warzyw świeżych, pokrojonych,

odpowiednio przyprawionych!

Do popicia, po obiadku,

kompot z owocową wkładką!

Nieco posłodzony miodem,

tryskający samym zdrowiem!

Dla każdego to obiadek,

wie to wnuczek, tata, dziadek!

Więc zajadaj go ze smakiem,  

nie zostaniesz chuderlakiem!

piątek, 3 kwietnia 2026

Jajo

JAJO

Wszystkie jajka, może wiecie,

chodzą w płaszczykach po świecie!

Skorupkami nazywają

płaszcze, które zakładają!

Pod skorupką też coś mają,

coś, co sprytnie ukrywają!

Znajdziesz pod nią ciuszek nowy:

to kubraczek jest białkowy!

Pod kubraczkiem niespodzianka:

żółte żółtko niczym bańka!

Kto jajeczka lubi zjadać,

ten powinien tu uważać!

Pod płaszczykiem ze skorupki

trafia się kurczak malutki!

sobota, 28 marca 2026

Warzywkożercy

WARZYWKOŻERCY 

Uśmiechnięte buzie mają,

Ci, co warzywka zjadają!

Moc witamin w nich się kryje!

Kto je wcina, długo żyje!

Pomidorki, ogóreczki,

rzodkieweczki, marcheweczki!

Wszystko świeże, kolorowe,

pyszne oraz bardzo zdrowe!

Więc każdego dnia od dzisiaj:

Jedz warzywa, nie wybrzydzaj!

czwartek, 26 marca 2026

Kanapeczki


KANAPECZKI

Kromka chleba, pół bułeczki,

będą pyszne kanapeczki!

Świeże masło i pachnące

wyląduje dziś na kromce!

Na masełku plaster szynki

od różowej, wiejskiej świnki!

A na szynkę ser wędruje,

żółty, w dziurkach się lubuje!

Pomidorek ser przykrywa

i rzodkiewki zaraz wzywa!

Na rzodkiewki szczypior spada,

szczypta soli ich dopada!

Tak kanapka nam powstała,

zdrowa, pyszna, doskonała!

Więc zajadaj ją, kolego!

My życzymy ci smacznego!

środa, 4 marca 2026

Mrówka Józia


  MRÓWKA JÓZIA

Mrówka Józia tułów wyczyściła,

strój nałożyła i w bór wyruszyła.

Wędrówka to była dosyć krótka:

Józia dotarła do Józka ogródka.

Józek był ogrodową mrówką,

zatrzymał Józię na słówko:

Józefino mrówko, zajęta wędrówką,

zapraszam cię na ciasto z borówką.

Mrówka borówki uwielbiała,

lecz nigdy czasu dla Józia nie miała:

Wkrótce wieczór zapadnie,

innym razem do ciebie wpadnę!

Józek na próżno kilka razy prosił,

za Józefiną kurz już się unosił!

Usiadł przy brzózce i popadł w zadumę:

Ja tych wszystkich żyjących w pośpiechu nigdy nie zrozumiem...

niedziela, 1 lutego 2026

O Teodorze, co wisiał wysoko, a widział mało

W samym sercu zielonego lasu równikowego, gdzie liście miały kształt dłoni, a powietrze pachniało deszczem i dojrzałym mango, mieszkał leniwiec o imieniu Teodor.

Nie był to jednak zwyczajny leniwiec, który patrzy na świat spokojnie i milcząco, jakby liczył w myślach krople rosy na paprociach. Teodor miał bowiem rzecz rzadką jak tęcza w porze suchej: wielkie mniemanie o sobie.

Zwisał z gałęzi niczym ozdoba królewskiej sali i przemawiał do dżungli, jakby ta była jego widownią.

— Spójrzcie na mnie, proszę! — mawiał z namaszczeniem. — Żyję nadrzewnie, jak przystało na kogoś o wyższych ideałach. Schodzę grzbietem w dół, bo tak jest… dostojniej. A moje pazury? Ach, moje pazury są jak półksiężyce! I wyobraźcie sobie: nigdy nimi w nosie nie dłubię!

Papugi chichotały w koronach drzew, małpki przewracały oczami, a tukany udawały, że oglądają chmury, bo nie wypadało śmiać się wprost. Ale Teodor nie widział nic poza własnym blaskiem.

— I jeszcze moja sierść! — ciągnął, przeciągając sylaby jakby były słodkie. — Takich barw nie znajdziecie nigdzie. Nawet motyle proszą mnie o radę w sprawie stroju!

Tego dnia, gdy słońce przesączało się przez liście jak złote mleko, pod gałęzią Teodora zatrzymała się mała gąsienica. Miała ciało w zielone paseczki i spojrzenie bystre jak kropla światła.

Słuchała, jak Teodor opowiada o swojej „wyborowej roślinożerności”, o „najszlachetniejszym pysku w tropikach” i o tym, że gdyby świat był sprawiedliwy, na pewno miałby własny pomnik z liany i mchu.

Gąsienica słuchała cierpliwie, bo cierpliwość to jedna z tych cnót, które rodzą się w małych istotach, a w wielkich czasem się gubią. Słuchała, aż w końcu westchnęła tak cicho, że usłyszałby to tylko ktoś, kto naprawdę umie słuchać.

— O rety… — mruknęła pod nosem. — Ileż bzdur potrafi zmieścić się w jednym leniwcu.

Teodor, oczywiście, uznał to za zachwyt.

— Dziękuję — powiedział z godnością. — Wiem, że moje zalety onieśmielają.

Gąsienica uniosła łepek.

— Teodorze — odezwała się miękko, ale stanowczo — powiedz, czy ty w ogóle wiesz, po co ptaki śpiewają?

— Żeby mnie chwalić? — odparł bez wahania.

— Nie. One śpiewają, bo czują. A powiedz, czy ty wiesz, po co rzeka płynie?

— Żeby dodać uroku mojemu krajobrazowi — rzekł Teodor.

Gąsienica przymknęła oczy, jakby sprawdzała, czy to na pewno nie sen.

— Teodorze, a czy ty wiesz… po co się czasem schodzi z gałęzi?

Leniwiec uśmiechnął się pobłażliwie.

— Żeby wszyscy mogli podziwiać, jak pięknie się schodzi.

Wtedy gąsienica podpełzła bliżej, aż dotknęła jego ucha — bo niektóre słowa najlepiej działają, gdy mówi się je tuż przy sercu albo tuż przy uchu.

— Posłuchaj mnie uważnie — szepnęła. — Wszyscy w lesie wiedzą, że jesteś… niezwykły. Masz piękne pazury, cudną sierść i spokojny sposób bycia. Ale jest w tobie coś, co cię unieruchamia bardziej niż twoje leniwe łapki.

— Co takiego? — zdziwił się Teodor.

— Zarozumiałość. Ona nie pozwala ci zobaczyć świata. Bo kiedy patrzysz tylko na siebie, niczego się nie uczysz.

Teodor przez chwilę milczał, jakby pierwszy raz usłyszał własną ciszę. A w ciszy lasu dzieją się rzeczy ważne: wylęgają się decyzje, dojrzewają myśli, prostują się uczucia.

— Ale ja… — zaczął. — Przecież każdy mi zazdrości.

Gąsienica uśmiechnęła się łagodnie.

— Może ktoś zazdrości ci urody. Ktoś inny spokoju. Ktoś jeszcze tego, że potrafisz tak długo wisieć bez skargi. Ale powiem ci coś, co cię może zaskoczyć: zazdrość nie jest miłością. A podziw bez życzliwości jest pusty jak pęknięta skorupka.

Teodor mrugnął powoli.

— Więc co mam robić?

— Zrób rzecz trudną — odparła gąsienica. — Zamiast mówić o sobie, zauważ innych. Zamiast być „naj”, spróbuj być… dobry.

Teodor parsknął cicho.

— Dobry? Ale czy to robi wrażenie?

— O, robi — szepnęła gąsienica. — Tylko nie od razu. Dobro nie hałasuje. Ono rośnie po cichu.

W tej samej chwili w gałęziach rozległ się szelest. Nadleciał koliber, błyskawica w piórach, i zatrzymał się na moment w powietrzu jak zawieszona kropla.

— Widzę, że znów przemawiasz, Teodorze — zadrżał w locie. — Gdyby gadanie dawało prędkość, byłbyś najszybszy w dżungli.

— Ha! — roześmiał się Teodor. — A jednak to ty jesteś szybki.

— Bo ja nie muszę o tym mówić — odpowiedział koliber i zniknął jak myśl.

Teodor spojrzał za nim, a potem na gąsienicę.

— Czy ty… jesteś szybka? — spytał podejrzliwie.

Gąsienica pokręciła głową.

— Nie. Ja jestem powolna. Ale ja mam coś, czego ty jeszcze nie masz.

— Co?

— Odwagę, żeby się zmienić.

I wtedy stało się coś, czego nie spodziewał się nikt — nawet papugi, które zwykle spodziewają się wszystkiego. Teodor, leniwiec dumny i gładki w słowach, opuścił wzrok.

— Chciałbym… spróbować — powiedział cicho. — Tylko nie wiem, od czego zacząć.

Gąsienica wskazała liść obok.

— Od małych rzeczy. Na przykład: pozwól mi przejść po twojej gałęzi pierwszej. A potem… przestań opowiadać o swojej sierści i zapytaj kogoś, jak się dziś czuje.

Teodor milczał chwilę, po czym przesunął się niezdarnie, robiąc miejsce.

— Proszę.

Gąsienica przeszła dostojnie, jakby szła po dywanie z zielonego aksamitu.

A wieczorem, gdy w dżungli zapaliły się świetliki jak rozsypane gwiazdy, Teodor zrobił rzecz jeszcze trudniejszą: nie wygłosił ani jednego zachwytu o sobie. Zamiast tego posłuchał śpiewu ptaków. Zauważył, że mała małpka ma smutne oczy, bo zgubiła ulubiony orzech. Pomógł jej szukać — powoli, cierpliwie, po swojemu.

I choć nie był mistrzem prędkości — nie został nim nigdy — to tej nocy, pierwszy raz w życiu, poczuł się lżejszy, jakby zarozumiałość spadła z niego jak stary liść.

A gąsienica? Ona też miała swoją tajemnicę. Wkrótce zamknęła się w kokoniku, cichutkim jak szept. Minęło trochę czasu, dżungla oddychała dalej, a Teodor — zamiast mówić o sobie — czekał.

Wreszcie z kokonu wyszedł motyl: nie szybszy od kolibra, ale piękny, wolny, delikatny.

Usiadł na gałęzi obok Teodora i poruszył skrzydłami.

— Widzisz? — powiedział motyl (a może to był tylko szelest skrzydeł, który Teodor zrozumiał sercem). — Nie każdy musi być mistrzem prędkości. Ale każdy może zostać mistrzem… życzliwości.

I to jest morał tej bajki, prosty jak ścieżka mrówek i prawdziwy jak deszcz w tropikach:

Nie ten jest wielki, kto mówi o sobie najgłośniej, lecz ten, kto potrafi usłyszeć innych.

czwartek, 22 stycznia 2026

Skrzydlate opowieści – kolorowanki z motylami

Pewnego popołudnia, gdy świat zwalnia i w powietrzu czuć miękki spokój, na białej kartce zaczyna się dziać coś niezwykłego. Z przestrzeni pomiędzy kreską a ciszą wyłania się skrzydlaty gość – motyl. Jeszcze tylko kontur, jeszcze bez barw, a jednak już pełen ruchu, jakby na chwilę przysiadł, by pozwolić się zobaczyć. W poziomej ramie kartki rozpościera skrzydła jak małą mapę cudów – gotową, by ją odkryć.

Każdy motyl niesie własną opowieść zapisaną w wzorach. Jedne mają na skrzydłach „oczka”, które czuwają jak strażnicy snu, inne – smukłe ogonki, lekkie jak podpis wiatru. Są takie, które lubią łąki pachnące koniczyną, i takie, które wolą górskie powietrze, kamienie ogrzane słońcem i ciszę między szczytami. W tle – kwiaty, trawy, liście, czasem strumień albo skraj lasu – świat czekający cierpliwie na Twoją decyzję, w jakiej porze dnia ma się obudzić.

Bo tu prawdziwą magią jest kolor. Jedno muśnięcie kredki potrafi zamienić spokojną linię w trzepot skrzydeł, a puste pole w letni błysk. Możesz wybrać barwy delikatne jak poranna mgła – jasne zielenie, chłodne błękity i rozświetlone beże – albo odważne jak pełne słońce: pomarańcze, głębokie czerwienie, złote żółcie i mocne kontrasty. W tych kolorowankach nie ma „źle” – są tylko różne sposoby, by opowiedzieć to samo skrzydlate zdziwienie.

Sięgnij po kredki, pastele lub flamastry i pozwól, by kartka stała się łąką, lasem albo górską polaną – taką, jaką wybierzesz. Niech ramka zamknie tę małą scenę, a Ty wypełnij ją światłem, cieniem i nastrojem. Niech każdy motyl dostanie swój własny blask – jedyny, niepowtarzalny, stworzony Twoją ręką.

Te motyle czekają właśnie na Ciebie: na Twoją cierpliwość, uważność i fantazję. Dopiero w Twoich barwach ich historia naprawdę zaczyna fruwać.






niedziela, 18 stycznia 2026

Czarodziejski wazon – kolorowanki

Pewnego wieczoru, gdy dom oddychał spokojem, a w oknach gasło ostatnie światło dnia, wśród białych kartek wydarzyło się coś, co zna jedynie wyobraźnia. Z cichej przestrzeni między linią a pustką wyłonił się ogród – nie ten z ziemi i deszczu, lecz z delikatnych konturów, które proszą, by je dokończyć. Na środku stanął wazon, jak mała scena dla cudów, a w nim bukiet: jeszcze niepokolorowany, a już pełen obietnicy.

Zebrane w pęk łodygi szeptały własne historie. Róże niosły w płatkach odwagę czułości; stokrotki przypominały, że radość bywa prosta jak uśmiech; dzwonki brzmiały jak lekka muzyka wiatru, a niezapominajki strzegły pamięci o tym, co najważniejsze. Pomiędzy nimi przemykały trawy – smukłe, czujne, jakby pilnowały, by bukiet nie zgubił swojego rytmu. Każdy listek miał swój kształt, każdy pąk własny sekret, a cały świat kwiatów trwał w cierpliwym bezruchu, czekając na moment, w którym stanie się naprawdę widzialny.

Bo to właśnie kolor jest tu czarem. Jedno muśnięcie kredki potrafi zamienić ciszę w świt, a puste pole w miejsce, gdzie rośnie zachwyt. Możesz wybrać barwy łagodne jak sen – mleczne błękity i pudrowe róże – albo odważne jak letnie południe: makową czerwień, kobalt chabrów, złoto słońca. Nie ma pomyłek, są tylko drogi, którymi prowadzi ręka, gdy słucha serca.

Sięgnij po kredki, pastele lub flamastry i pozwól, by kartka stała się ogrodem, w którym Ty decydujesz o pogodzie, porze dnia i nastroju. Niech każdy bukiet otrzyma swój własny blask – taki, jakiego nie znajdzie nigdzie indziej.

Te kwiaty czekają właśnie na Ciebie: na Twoją cierpliwość, uważność i iskrę fantazji. Dopiero w Twoich barwach ich opowieść rozkwita do końca.