Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2026

Zimowa kraina przygód – kolorowanki

Pewnego zimowego poranka, gdy śnieg skrzył się jak cukrowy pył, a powietrze pachniało mrozem i ciepłą wełną szalików, otworzyła się brama do zaczarowanego świata. Nie był to zwykły krajobraz — każdy płatek układał się w niepowtarzalny wzór, a cisza miała w sobie tyle radości, jakby śmiała się cichutko razem z dziećmi.

Wśród gór i świerków stał przytulny domek, z którego unosiła się ciepła para nad kominem. Niedaleko słychać było śmiech: jedne dzieci śmigały na nartach po łagodnym stoku, inne sunęły po śnieżnych ścieżkach, zostawiając za sobą wesołe ślady. A kiedy wiatr zaszeleścił w koronach drzew, aż chciało się krzyknąć: „Jeszcze raz!” — i zjechać szybciej, odważniej, radośniej.

W innym zakątku tej krainy działo się coś bardzo ważnego: powstawał bałwan! Dzieci toczyły wielkie kule, poprawiały szalik i kapelusz, a zwierzątka przyglądały się z zaciekawieniem, jakby pilnowały, żeby wszystko było dokładnie tak, jak trzeba. Kto wie — może ten bałwan ma własne marzenie? Może chce, żeby ktoś podarował mu najbardziej kolorowy szalik na świecie?

A dalej, w zimowym parku, rozkręcała się prawdziwa śnieżna zabawa. Leciały kulki śniegu, ktoś chował się za małą śnieżną fortecą, a ktoś inny wybuchał śmiechem, bo śnieg łaskotał w policzki. Latarnie stały jak strażnicy zimowych sekretów, ławka czekała na chwilę odpoczynku, a mostek nad zamarzniętym strumykiem prowadził do kolejnych przygód.

I jeszcze jedno miejsce — spokojniejsze, ale równie magiczne: ścieżka przez las do lodowego wodospadu. Dzieci wędrowały w rakietach śnieżnych, a słońce zaglądało zza chmur, jakby chciało powiedzieć: „Dacie radę!” Woda zastygła w długie lodowe zasłony, drzewa otuliły się śniegiem, a góry w tle wyglądały jak strażnicy bajki.

Ta zimowa kraina wciąż czeka na najważniejszą magię — magię koloru.

Weź kredki, pastele lub flamastry i spraw, by śnieg mógł mienić się błękitami, fioletami i srebrzystą bielą, a czapki, szaliki i kurtki stały się tak barwne, jak podpowie Twoja wyobraźnia.

Te zimowe sceny czekają właśnie na Ciebie — bo tylko Ty możesz sprawić, że ta opowieść rozbłyśnie radością i kolorami!






sobota, 3 stycznia 2026

Kraina czułych wspomnień – kolorowanki na Dzień Babci

W pewne słoneczne popołudnie, gdy w powietrzu unosił się zapach herbaty z malinami i świeżo upieczonych ciasteczek, w cichej, domowej krainie wydarzyło się coś wyjątkowego. Wnętrza pełne rodzinnego ciepła ożyły — stół w salonie, miękki fotel przy oknie i ogród pachnący kwiatami stały się sceną niezwykłej opowieści o miłości, bliskości i pokoleniach splecionych jak nitki w miękkim swetrze.

W tej krainie mieszkały babcie — każda inna, a jednak wszystkie jednakowo kochane. Jedna nosiła korale i śmiała się cicho, druga lubiła piec ciasta z kolorową posypką, a jeszcze inna opowiadała dawne historie przy filiżance ciepłej herbaty. Obok nich pojawiały się dzieci — radosne, pełne pytań i marzeń, trzymające w dłoniach kwiaty, laurki i inne prezenty wykonane własnoręcznie.

Babcie miały w oczach blask wspomnień. Wspominały spacery po łąkach, zapach letnich jabłek i chwile, gdy świat był prosty jak dziecięcy uśmiech. Wnuki otulały je ramionami, jak miękki kocyk pełen wdzięczności i miłości. Na stole czekał tort z zapalonymi świeczkami, a w powietrzu unosiły się słowa: „Dziękuję, że jesteś”.

Wokół nich wiatr poruszał płatkami kwiatów, motyle tańczyły nad trawą, a serduszka i gwiazdki zdawały się mrugać jak małe iskierki radości. Jednak ta kraina, pełna wspomnień i ciepła, ciągle czekała na coś jeszcze — na barwy, które ożywią każdy uśmiech, każdy gest i każdą historię zapisaną w sercu babci.

Weź do ręki kredki, flamastry lub pastele i pozwól, aby Twoja wyobraźnia wypełniła ten świat kolorem miłości.

Babcine opowieści, czułe chwile i wspólne marzenia — czekają właśnie na Ciebie, bo tylko Ty możesz sprawić, że rozkwitną wszystkimi odcieniami wdzięczności i radości.






poniedziałek, 8 grudnia 2025

Bajka o kropkach, które uczyły uczciwości

Na skraju pachnącej łąki, tuż przy sosnowym lesie, gdzie trawy falowały jak morze, a kwiaty szeptały swoje tajemnice, żyła biedronka o najpiękniejszych kropkach, jakie kiedykolwiek widziano. Jej skrzydełka lśniły czerwienią jak maki w słońcu, a czarne kropki wyglądały niczym rozsypane po niebie gwiazdy.

Każdego ranka biedronka siadała na źdźble trawy, przeglądała się w kropli rosy i cichutko liczyła swoje kropki.

– Jedna, druga, trzecia… wszystkie są! – nuciła z zadowoleniem.

Pewnego ranka stało się jednak coś strasznego. Kiedy rozłożyła skrzydełka do lotu, odkryła ze zdumieniem, że… zniknęły wszystkie kropki! Zostały tylko gładkie, czerwone skrzydła.

– Moje kropki! Gdzie są moje kropki?! – zapłakała, a jej łzy spadały na trawę jak maleńkie, błękitne perełki.

Tymczasem sprawca całego zamieszania – zuchwały żuk – chodził po łące dumny jak paw. To on w nocy ukradł kropki biedronce i przykleił je osie, która znana była z tego, że wszystko miała „w nosie”.

– Masz! Teraz będziesz piękniejsza od biedronki! – zaśmiał się żuk.

Ale osa spojrzała na siebie w kałuży, zmarszczyła czoło i zezłościła się strasznie.

– Co ty mi za głupstwa przyklejasz?! Oddaj kropki biedronce, to przecież należy do niej! – zawołała i przegoniła żuka aż pod sam las.

Kropki jednak nie wróciły od razu do właścicielki. Osa, nie wiedząc co z nimi zrobić, sprzedała je musze, a mucha – z jeszcze większą lekkomyślnością – oddała je stonce. Stonka obejrzała kropki bardzo dokładnie. Obróciła się raz w prawo, raz w lewo, spojrzała na swoje pasiaste plecy i westchnęła:

– Kropki są śliczne… ale nie dla mnie. Ja mam paski. I z pasków jestem dumna.

Była to bardzo mądra stonka, która wierzyła, że każdy powinien być sobą. Zapakowała więc kropki do pudełka z liścia łopianu i napisała wielkie ogłoszenie:

„Uwaga, biedronki!

Kto zgubił kropki –

niech przyleci po nie!”

Wieść rozeszła się po całej łące szybciej niż wiatr. Przyleciały biedronki z każdej strony: z maków, spod mleczy, z wysokich traw, a nawet zza strumyka. Jedna przekrzykiwała drugą:

– To na pewno moje kropki!

– Nie, nie! Moje! Ja miałam takie błyszczące!

– Ja je wczoraj zgubiłam!

Tylko jedna biedronka stała cichutko z boku. To ta, która naprawdę straciła swoje kropki. Drżała z nieśmiałości, a łzy spływały jej po policzkach.

– Wszystkie kropki macie… a po cudze sięgacie… – wyszeptała.

Jej słowa były ciche, ale serca słuchających zrobiły się ciężkie.

Stonka wyszła wtedy przed tłum i powiedziała spokojnym, lecz stanowczym głosem:

– Kto chce więcej, niż mu potrzeba, ten może się chciwością udławić. A kto mówi prawdę, nawet przez łzy  tego słowa są najgłośniejsze.

Na łące zapadła cisza. Biedronki spojrzały na siebie. Jedna po drugiej spuszczały głowy, czerwieniły się ze wstydu i odlatywały w milczeniu. Każda niosła w sercu małą naukę  zajrzały w siebie i zobaczyły tam mały cień zachłanności.

Stonka podała pudełeczko zapłakanej biedronce. Gdy ta otworzyła je nieśmiało, kropki same wyskoczyły i z radością wróciły na swoje miejsce, jakby bardzo tęskniły za domem. Skrzydełka znów były piękne – może nawet piękniejsze niż wcześniej. Od tego dnia biedronka była dumna nie tylko ze swoich skrzydełek, ale również z tego, że potrafiła czekać, ufać i mówić prawdę.

Cała łąka zapamiętała tę historię na długo.
Gdy dziś wiatr szepcze w trawach, a biedronki przelatują nad kwiatami, mówi się, że każda z nich ma nie tylko kropki… ale i odrobinę mądrości w sercu.

niedziela, 7 grudnia 2025

Zimowa Baśń o Gwiezdnej Iskrze

Tam, gdzie zimowa noc oddychała srebrnym chłodem, a śnieg migotał jak gwiezdny pył, żyła mała dziewczynka o imieniu Lila. Jej chatka stała na skraju lasu, który każdej zimy zamieniał się w wielki, lodowy pałac utkany z cieni i światła. Sosny nosiły na ramionach ciężkie, białe korony, a cisza była tak głęboka, że można było usłyszeć, jak spada pojedynczy płatek.

Pewnej niezwykłej nocy, gdy mróz malował na szybach fantastyczne kwiaty, a księżyc snuł po ziemi mleczne wstęgi blasku, Lila dostrzegła przed chatką coś, co z początku wzięła za zwyczajny płatek śniegu. Lecz ten płatek… świecił jak złoto.

Dziewczynka podeszła ostrożnie. Iskierka drżała cichutko, jakby każde jej drgnięcie było westchnieniem.

— Pomóż mi… — wyszeptała delikatnym głosikiem.

— Zgasnę, jeśli nie wrócę do nieba…

— Do nieba? — szepnęła Lilka, przyklękając. — Jesteś gwiazdą?

— Jestem tylko jej drobinką… zagubionym światłem — odpowiedziała Iskra smutno.

Lila zamknęła ją w dłoniach. Ciepło, które z nich popłynęło, było miękkie jak koc utkany z promieni słońca.

— Pomogę ci. Obiecuję. Nawet jeśli droga będzie długa.

Iskierka rozbłysła jaśniej, jakby się uśmiechała.

— By wrócić do nieba, trzeba dotrzeć na Szczyt Północy… najwyższą górę tej krainy.

— Więc tam pójdziemy — odparła Lila bez wahania.

Dziewczynka ruszyła w drogę, a Las Szeptów przywitał ją cichym szelestem, jakby setki niewidzialnych głosów wirowały między pniami.

— Słyszysz? — zapytała Iskra.

— Tak… las mówi — uśmiechnęła się Lila.

Jedno stare drzewo, oblepione śniegiem jak lukrem, pochyliło się wolno.

— Dokąd idziesz, dziecko zimy? — zapytało skrzypiącym głosem.

— Niosę światło do nieba — odpowiedziała dziewczynka cicho. — Muszę ocalić tę iskrę.

— To piękne zadanie — zaszumiało drzewo. — Niech więc cały las stanie się waszą drogą.

Gałęzie rozsunęły się łagodnie, a pomiędzy drzewami rozbłysła jasna, srebrzysta ścieżka.

Wkrótce dotarły do Zamarzniętego Jeziora. Odbijało gwiazdy tak wyraźnie, że nie było wiadomo, które świecą na niebie, a które pod stopami.

— Boję się — szepnęła Iskra.

— Ja też troszkę — przyznała Lilka. — Ale pójdziemy razem.

Gdy dziewczynka postawiła stopę na lodzie, tafla rozświetliła się błękitnymi liniami, jakby jezioro rozpoznało dawną przyjaciółkę ze światła.

Nagle wiatry zaczęły wirować, splatając się w postać wysoką jak sosna. Był to Wiatr Zawieruchy, strażnik zimowych nocy.

— Nie przepuszczam nikogo podczas burzowej nocy! — zawył.

Śnieg zatańczył w powietrzu jak białe ptaki.

Lila mocniej otuliła iskrę.

— Proszę… ona musi wrócić do domu. A ja… ja tylko chcę pomóc.

— Dlaczego miałbym wam zaufać? — zagrzmiał wiatr.

— Bo światło nie kłamie — wyszeptała dziewczynka.

Iskra rozbłysła nagle tak mocno, że jej blask przeciął ciemność jak złota strzała. Wiatr zadrżał… i ucichł.

— Taki blask widziały tylko pradawne czasy… — wyszeptał poruszony. — Idźcie.

Burza uciszyła się i Lilka z Iskierką ruszyły dalej.

Wreszcie dotarły na najwyższy szczyt, gdzie niebo było tak blisko, że wydawało się, iż wystarczy wspiąć się na palce, by dotknąć gwiazd. Powietrze lśniło niczym kryształ.

Dziewczynka uniosła gwiezdną iskrę wysoko.

— To twój dom — wyszeptała. — Ale jeśli zatęsknisz… będę na ciebie patrzeć.

— Nigdy nie przestanę świecić dla ciebie — odpowiedziała Iskra cichutko. — Szukaj mnie w najjaśniejszej gwieździe zimy.

— Obiecuję — szepnęła Lila ze łzą w oku.

Otworzyła dłonie. Wiatr uniósł iskrę wysoko, coraz wyżej, aż zamieniła się w złoty promień i wskoczyła na nieboskłon.

Tam zapłonęła nowa gwiazda — czysta, jasna, pełna ciepła — którą mieszkańcy nazwali Gwiezdnym Serduszkiem.

Od tej pory jej blask prowadził wędrowców przez śnieżne noce. A Lilka, ilekroć podnosiła wzrok ku niebu, uśmiechała się cicho, wiedząc, że wśród gwiazd ma przyjaciółkę.